niedziela, 7 grudnia 2014

Kiermasz mikołajkowy

Miałam tu pokazywać od czasu do czasu moje tworki papierowe, ale wczoraj byłam na kiermaszu charytatywnym i kupiłam takie cudeńka, że muszę się po prostu pochwalić i już!!

Dzwoneczki (dwa za 3zł) i komplet ręcznie robionych koszyczków (20zł).
Pomarańczowe kokardki chyba będzie trzeba wymienić,
 bo jakoś do niczego mi nie pasują, ale same koszyczki są śliczne.


Za książki zapłaciłam 4 zł - ktoś chyba nie wiedział co ma... 
nie mogłam przejść obojętnie obok Musierowicz za złotówkę i to w idealnym stanie!

Gry po złotówce i model oraz lego po 10 zł:)
Stuku puku oraz Scooby za chwilkę trafią w ręce moich chłopaków
i już teraz wiem, że większej frajdy zrobić im nie mogłam.
Model i klocki muszą jeszcze troszkę poczekać, aż chłopcy ciut podrosną.


Misiaczki dla chłopców...

1zł a ta książka wygląda jakby nigdy właściciel jej nie otwierał.
Paweł lubi, żeby pokazywać mu fotografie i opowiadać o świecie,
więc mamy z głowy kilka wieczorów:)

Takie książeczki stojące pamiętam z dzieciństwa.
Paweł o księżniczkach nie chce słuchać, ale Arturowi się spodoba ta przestrzenność.


Kiermasz połączony był ze spotkaniem dzieci z Świętym Mikołajem. Takim prawdziwym, nie z krasnalem cocacolowym. Dzieci były zachwycone. Widok buzi i wielkich oczu - bezcenny. Okazało się, że zupełnie nie było istotne, co mają w paczkach, tylko to, że w ogóle coś dostali i ta bliskość Mikołaja i że można go było dotknąć.
Mój Małżonek i jego brat spotkali dawnego kolegę szkolnego, a że można było kupić kawę i domowe ciasto to dzieci miały frajdę z zabaw na wielkiej sali a rodzice gadali i gadali... To był bardzo przyjemnie spędzony dzień. I intensywnie, bo moje szkolne dzieciaki też miały swój stragan z kartkami robionymi u mnie zajęciach, więc byłam tam wczoraj naprawdę długo.
To był dzień pełen wrażeń. Najważniejsze, że tych pozytywnych, takich co doładowują akumulatory na długo.

2 komentarze: